Diogenes nie całkiem z Synopy
czyli ze wspomnień ex-franciszkofila
W którymś tam życia mego lecie,
Żółcią do syta napoiony,
Ni źrały mąż, ni puste dziecię,
Mimo iż ciężko doświadczony
Kaźnią, ścirpianą z ręki krwawey
Nieprzeliczonych hord waszmości
Chwytayąc resztki myśli żwawey
Powracam snadnie w czas juności…
Juności, czyli młodości… Powracam w czasy, gdy, pacholęciem będący – naiwnym i pełnym miłości ku światu – zafascynowałem się postacią Biedaczyny z Asyżu. Postaci żyjącej jakieś dwa i pół wieku wcześniej, niż Poeta Szubieniczny François Villon, którego Inwokację do Le grand testament pozwoliłem sobie nieco przerobić i przytoczyć na początku tego tekstu, gdyż dobrze oddaje moje nastawienie do tamtych dawnych fascynacji.
Continue reading “Franciszek. Nostalgia z nutką goryczy…”





















