Die privaten Leidenschaften einer Nobelpreisträgerin in SprachCafé Polnisch
Prywatne pasje noblistki w Polskiej Kafejce Językowej
Schulzestr. 1, Pankow
S-Bahn Wollankstr.
19:00
Die privaten Leidenschaften einer Nobelpreisträgerin in SprachCafé Polnisch
Prywatne pasje noblistki w Polskiej Kafejce Językowej
Schulzestr. 1, Pankow
S-Bahn Wollankstr.
19:00
Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny
czyli kolejne rozważania z pogranicza między fizyką kwantową a życiem
W tym roku oprócz setnej rocznicy interpretacji kopenhaskiej obchodzimy również dziewiędziesiątą rocznicę Kota Schrödingera. Z tej okazji, z myślą o kobietach, skonstruowałem “kartonowy zderzacz kotów”. Kot Schrödingera wprawdzie zawsze robi wrażenie na kobietach, ale koncentrują się na jego stanie martwym, co zaciemnia obraz superpozycji stanów żywy / martwy. Liczę, że mój “kartonowy zderzacz kotów” tej wady nie będzie miał. Zderzenia są bezbolesne, są kocią zabawą, sprawiającą radość zarówno kotom jak i dzieciom. Ponadto zderzacz rzuca światło na wpływ kopenhaskiej interpretacji fizyki kwantowej na teorię literatury i życie w małym miasteczku. Budowa zderzacza nie wymaga specjalistycznego sprzętu ani substancji radioaktywnych. Wystarczy karton, szpilki, nożyczki i pisak.
Continue reading “Kartonowy zderzacz kotów”Teresa Rudolf
***
Rodząc się otwierasz
drzwi na świat ten
i zamykasz je znów,
odchodząc w inny,
w tajemnicę…
a na tym świecie
ciągle jakieś drzwi
na pół otwarte,
na pół zamknięte,
drzwi…
niedokończonych
spraw, słów nie
wymówionych,
lub wymawianych
z nadmiarem…
Ciągle jakieś
przeciągi drzwi
niedomkniętych,
gwiżdżą w życiach
ludzkich…
Ponoć najgłośniej
szepce… sumienie,
znienacka otwarte,
byśmy się dokładnie
sobie przyjrzeli…
ono wciąż podpowiada
o niepodomykanych
drzwiach naszego życia,
zanim już zamkniemy,
… te ostatnie,
każdy u siebie…
W głowie dziś wspinaczka
w najwyższe Alpy,
skrzypię sobie pod nogami,
wbijam chorągiewkę…
i udaje się przemilczeć lawinę.
***
Kręci się, kręci się globus
ziemski, nagle czyjaś ręka
zatrzymuje się na jakimś
punkcie i już dech zapiera…
…czyja to ręka, czego szuka
w tym punkcie świata,
ręka czyjej głowy, tkającej
zbrodniczą pajęczynę?
Jan 09, 2026
Filmmaking is a medium that needs a firm hand on its narrative structure, and as a result, on its narrative technique. A filmmaker needs to control how the story flows, what message it gives, how viewers perceive it, and even which feeling they take away after the movie is over.
One way to create a lasting impact is at the movie’s ending. More precisely, through the last frame, which becomes the creative workshop. There are many cinematic techniques, such as last visual, freeze-frame, character expressions, shot transition, and the final dialogue.
Final lines are quite the powerhouses. The line appears after the story is over and tells us how we should feel about the movie. Sounds kinda unfair, doesn’t it? Well, it shouldn’t. This final line is pretty much the crux of all the events that have happened, and it carries the movie’s thematic weight. In other words, it’s the essence of the movie distilled into one line.
What sets these 11 lines apart is the fact that they hit the mark without being loud. They wrap their films with confidence, clarity, and just the right amount of whatever the movie’s key ingredient is.
Continue reading “Reblog: 11 Movie Lines That Live Forever”Ela Kargol
Finisaż wystawy w Humboldt Forum „Freiheit, Gleichheit, Solidarność“
Finissage der Freifläche „Freiheit, Gleichheit, Solidarność“
pl / de
Finisaż z fanfarami i nowym miejscem dla białej, wyszczerbionej filiżanki KPM. Tuż obok niej na talerzyku leżą trzy czerwone kostki cukru. Dlaczego czerwone, skoro cukier jest biały? Bo gdyby były białe, filiżanka musiałaby być czerwona. A przecież chodzi właśnie o tę grę bieli i czerwieni. O to, że czasem trudno nam się porozumieć, nam sąsiadom, których dzieli i łączy Odra, wspólna historia, a może i coś jeszcze.
Continue reading “Finissage & Finisaż”Nasz autor, Zbigniew Milewicz (hej, hej – dawnośmy Cię nie widzieli!) znalazł, umieścił na FB i opatrzył następującym komentarzem: Ależ świetna opowieść o tych zbawiennych istotach… I zaiste, świetna… Lecę do kuchni
rnoopSdest0t01la9 737u93hiu9a:04m5icuiM0mrh5a9a t1 h8c9551f8 ·
Pestki dyni. Te małe, zielone, płaskie dyski, które ludzie wywalają razem z miąższem jakby to był gruz po remoncie kuchni. A to jest zielona mafia. Cicha. Zorganizowana. Działa systemowo. Wyciągasz je z dyni – śliskie, niepozorne, wyglądają jakby same nie wiedziały, po co tu są. A one w środku: „Spokojnie, my mamy więcej konkretu niż twoja półka z suplementami”.
Prażysz je lekko i nagle pachnie jak luksusowy orzechowy wieczór. Chrupiesz. Chrup. Chrup. I to nie jest przekąska. To jest rytuał przejścia. Bo w tym małym zielonym liściu siedzi cynk jak kierownik zmiany – ogarnia odporność, hormony, regenerację, prostatę. Telefon na 8% baterii? To ty bez cynku. Z cynkiem? System działa, aplikacje się nie zawieszają.
Obok siedzi magnez. Nie robi show. Nie tańczy na stole. On po prostu uspokaja cały ten cyrk zwany układem nerwowym. Spięte barki, szczęka jak imadło, myśli jak betoniarka? Magnez mówi: „Oddychaj. Nie jesteś w busie o 7 rano”. I nagle człowiek mniej iskrzy przy byle pierdołach.
A tryptofan? Brzmi jak robot z przyszłości, a to cegiełka do serotoniny. Jesz regularnie i zamiast nastroju „listopad w deszczu” masz „jest okej, świat się nie wali”. To nie fajerwerk. To ciche strojenie instrumentu.
Fitosterole robią w jelicie kabaret sytuacyjny. Cholesterol ustawia się w kolejce do wchłonięcia, a pestki mówią: „Przepraszamy, lista gości zamknięta”. Wypychanie bez awantury. Mechanika, nie magia.
I wjeżdżają kukurbitacyny – brzmi jak kapela metalowa z Podkarpacia. A to związki, które pasożytom mówią: „Panowie, impreza skończona, światło włączone”. Nie wybuch, nie dramat. Raczej eleganckie „prosimy opuścić lokal”.
A teraz zastosowania, bo tu zaczyna się kabaret kulinarny. Mielisz – bam – masło z pestek dyni. Zielone, gęste, konkretne. Smarujesz kanapkę i chleb nagle przestaje być statystą. Dodajesz czosnek, chili, sól – pasta wchodzi do lodówki i mówi do hummusu: „Przesuń się, młody”. Wersja deserowa? Pestki + kakao + odrobina miodu. I masz krem, który nie wali cukrem jak baton z kiosku.
Pesto z pestek dyni? Bazylia, oliwa, czosnek. Makaron przestaje być studencką tragedią o północy. On ma charakter. On ma historię. On ma plan na życie.
Mielisz drobno – masz mąkę. Dodajesz do chleba i nagle bochen nie jest napompowany jak marketing, tylko ciężki, treściwy, jakby skończył kurs przetrwania. Kroisz kromkę i czujesz, że to nie powietrze z glutenem, tylko konkret.
Olej z pestek dyni… ooo, to jest arystokrata. Ciemnozielony, prawie czarny. Lejesz na sałatkę i zwykła sałata dostaje vibe restauracji, gdzie kelner mówi „dzisiejsza kompozycja”. Tego się nie smaży. To jest złoto na zimno. Szacunek musi być.
Chcesz klimat kawy bez jazdy serca jak po trzech energetykach? Prażysz, mielisz, zalewasz. Dynia-espresso. Siedzisz wieczorem, popijasz i czujesz się jak filozof, ale bez trzęsących się rąk.
Mleko z pestek dyni? Namaczasz, miksujesz, przecedzasz. Zielonkawe, ziemiste, z charakterem. Wlewasz do owsianki i śniadanie przestaje być nudne jak poniedziałek o 6:30.
Batony DIY? Pestki + daktyle + kakao + szczypta soli. Blendujesz, ugniatasz, lodówka. Masz własny energetyk, tylko bez składu jak instrukcja obsługi traktora.
Kosmetyka? Zmielone pestki + olej. Peeling taki, że skóra mówi: „Dobra, dobra, już się obudziłam!”. Nie głaskanie. Konkretny masaż z charakterem.
I teraz najlepsze – to wszystko z czegoś, co ludzie wyrzucają jakby było odpadem. A to nie posypka. To surowiec. Narzędzie. Zielona kapsułka techniczna.
Małe? Tak.
Ciche? Bardzo.
Robią show? Nie.
Ale działają systemowo, bez fajerwerków, bez marketingu, bez napisu „superfood” wielkimi literami.
I ja się śmieję, bo pół świata szuka cudów w kapsułkach za gruby hajs, a pestki dyni leżą w misce i mówią: „Stary, my tu jesteśmy od zawsze”.
Auren AI
Via Ryszard Piotr
Wie sage ich es meiner Mutter: Die neue Welt erklärt: von Gendersternchen bis Bio-Siegel
Jak powiem to mojej matce – wyjaśnienie nowego świata – od gwiazdek genderowych do stempla bio
Wstęp od Adminki. Cytuję tu przetłumaczony przeze mnie fragment pierwszego rozdziału z książki Kaminera, rosyjskiego pisarza, od 30 lat czynnego w Berlinie, w której niby to zabawnie, jest poważnie mowa o naszym współczesnym świecie, również o tym, jak my, ludzie, traktujemy naturę, w tym zwierzęta.

Finissage der Freifläche „Freiheit, Gleichheit, Solidarność“
Einladung
Fr, 13. März 2026
18:30 – 21:30 Uhr
Liebe Freund*innen, liebe Kooperationspartner*innen und Interessierte,
feiern Sie mit uns die Finissage der Freifläche „Freiheit, Gleichheit, Solidarność. Polnische Standpunkte in Berlin“ in der Ausstellung BERLIN GLOBAL im Humboldt Forum.
Nach fast zwei Jahren erfolgreicher Laufzeit laden wir Sie herzlich ein, gemeinsam mit uns den Abschluss der Freifläche zu begehen.
Im Programm
Lesung von Ewa Maria Slaska
Performance von Sinus_3 (Anna Krenz und Marzena Zajączkowska)
Recital von Jemek Jemowit
Polish Future Retro-Konzert von Duxius
BERLIN GLOBAL im Humboldt Forum
Freifläche im Raum „Vergnügen“
Einlass ab 18:00 Uhr
Eintritt frei
Das Programm und weitere Informationen finden Sie hier.
Wir freuen uns auf Sie.
Ihr Team des Stadtmuseums Berlin

Finissage – Open Space “Liberty, Equality, Solidarność”
Invitation
Dear friends and partners, we warmly invite you to join us for the finissage of the Open Space “Liberty, Equality, Solidarność. Polish Viewpoints in Berlin” in the BERLIN GLOBAL exhibition at the Humboldt Forum on Friday, 13 March.
After almost two years, we look forward to celebrating the success of this project together with you.
Starting at 6:30 PM, the programme will feature performances by Ewa Maria Slaska, Sinus_3 (Anna Krenz and Marzena Zajączkowska) and Jemek Jemowit, as well as a Polish Future Retro concert by Duxius.
Finissage
Fri, 13 March 2026, 6:30 – 9:30 PM
BERLIN GLOBAL at the Humboldt Forum
Open Space in the room “Entertainment”
Free admission from 6 PM
Please find the full programme and further information here.
We look forward to welcoming you.
Your Stadtmuseum Berlin Team
Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny
Pojedynek na miotły
Druga runda zaczęła się, gdy na płocie przed moim domem pojawił się plakat o gminnym konkursie na najbardziej zadbaną wieś w gminie. Ostatni punkt regulaminu głosił, że “pięć najmniej zadbanych wsi otrzyma symboliczne Miotły 2004, które zostaną rozpowszechnione w prasie, na stronach internetowych oraz w miejscach użyteczności publicznej.”
Po pierwszej ocenie czystości wsi najlepiej wypadła wieś wójta a najgorzej Ławica, gdzie mieszkałem. Zwróciłem się do wójta z prośbą o odstąpienie od przyznawania Mioteł, uzasadniając to tak: “jeśli urząd przyznaje sobie prawo do publicznego piętnowania na podstawie subiektywnej oceny, to znaczy, że ktoś chce przywołać upiory z poprzedniego stulecia.” W odpowiedzi wójt bronił Mioteł. Wywiązała się dyskusja na łamach prasy pt. MIOTŁY 2004. Część mieszkańców gminy była po stronie wójta a część po mojej.
Ogłoszenie wyników konkursu miało nastąpić w ramach gminnych dożynek. Nic nie wskazywało na to, by wójt miał się poddać w sprawie Mioteł. Nie było mnie na dożynkach. Chyba dwa dni po tym wydarzeniu spotkałem redaktora naczelnego tygodnika kłodzkiego Euroglaciensis. A on do mnie:
– Czy pan wie, co pan zrobił?
Wystraszyłem się.
– Co takiego?, pytam.
– Panie Marku, wójt się poddał. Nikt się tego nie spodziewał, to do niego niepodobne.
Tydzień później dostałem wezwanie do prokuratury, gdzie postawiono mi zarzuty zagrożone karą do dwóch lat więzienia.
W wyborach do Sejmu Wójt był jedynką w swoim okręgu, był pewien, że tym razem się dostanie.




Miałem nieruchomość, którą opuściliśmy po powodzi w 1997 roku. Miejscowa ludność szabrowała tam, co się dało. Stan techniczny tej mojej posiadłości był opłakany. Była też obciążona hipotekami ZUS-u, Urzędu Skarbowego i Banku. Jej wartość była zatem ujemna. Koszty rozbiórki przewyższały wartość ziemi.
Krótko po tym jak zgodziłem się na organizację spływu we współpracy z gminą, dostałem od inspektora Nadzoru Budowlanego mandat na 1000 złotych za brak zabezpieczenia nieruchości. Poszedłem z tym do pani Marioli, a ona zaniosła pismo wójtowi i powiedziała, żebym się nie martwił.
Jednak po historii z miotłami do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o mojej odpowiedzialności za katastrofę budowlaną dużych rozmiarów.
Zostałem skazany na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata.
Asesor, która wydała ten wyrok, bardzo mnie przepraszała, mówiła, że nie może inaczej i radziła, bym się odwołał do Sądu Okręgowego w Świdnicy
Mając ten wyrok, poszedłem do ZUS-u, Urzędu Skarbowego i Banku. Z uwagi na wyrok umorzyli mi wszystkie długi, a na koniec jakimś niesamowitym trafem sprzedałem tę nieruchomość, oczywiście za bezcen.
Powinienem wójtowi postawić przynajmniej piwo. Tymczasem on znów przepadł w wyborach, choć był pierwszy na liście. Jego partia w okręgu, w którym startował nie zdobyła żadnego mandatu.
Podobno był to jedyny taki przypadek w Polsce.
Monika Wrzosek-Müller
Palazzo Butera, via Butera 8, Palermo
Nun sind wir in Palermo; die Stadt übertrifft sich und uns an Gegensätzen. Zwischen Schönheiten und ausgesuchten, wirklich fantastischen Kunstwerken türmen sich zwischen Ruinen Müll und Abfall. Neben Häusern und Kirchen mit wunderschönen Fassaden, sehr professionell restauriert in gepflegten, exotischen Gärten, gibt es Gegenden, wo das Vergammelt-Sein fast Programm zu sein scheint. Zum Glück schauen wir auf solch ein Viertel von oben, von unserer Dachterrasse aus, doch ab und zu müssen wir auch unten da hindurch. Einiges wird auch hier schon restauriert und bewohnbar gemacht, auch in gehobener Qualität; leider ziehen dann die Touristen in die schönsten Häuser, mit denen Airbnb und andere, vor allem ausländische Appartement-Vermittlungsfirmen ihr Geschäft machen. Straße für Straße wird gentrifiziert. Wo früher Renato Guttuso seine realistischen Monumentalwerke malte und die Künstler um sich scharte – in dem Viertel oder besser gesagt dem Markt Vucciria – sind jetzt vor allem Immobilienfirmen am Werk. Vielleicht wird auch dagegen protestiert, mit einer sehr einfachen, aber effektiven Methode, die ich auch schon in Syrakus beobachtet habe: am späten Abend wird Musik ganz laut aufgedreht, bis zwei oder drei Uhr morgens, ohne dass in der betreffenden Bar Leute wären; so kann man selbst im vierten Stock nur schwer schlafen. Das vertreibt vor allem die älteren Besucher sehr wirkungsvoll.
Continue reading “Die Kunst, Sachen zusammenzubringen, und unterstützen”