Matylda Wikland
Wpis, który powinen się był ukazać wczoraj, a się nie ukazał, bo był czwartek, a do wczoraj wszystkie czwartki należały od wielu miesięcy do Marka Włodarczaka.
Wasza Adminka
Po rocznicy z wielkiej litery Polaka
Wiedział, że musi wierzyć i nie umiał wierzyć.
I długo miała trwać niepewna jawa
Własnych kroków liczonych w odrętwieniu.
fragment ,,Orfeusz i Eurydyka’’ Miłosza
Coś było nie tak z kościelną mównicą. Ta myśl nie dawała mi spokoju, gdy w ramach lokalnego festiwalu dzielnicowego słuchałam, jak doktor pedagogiki, nawrócony pallotyn opowiadał o historii parafii M.B. Częstochowskiej, w której skośnych progach się znajdowaliśmy. Co tak zwróciło moją uwagę, nie potrafię sobie po latach przypomnieć. Ważne dla obecnej narracji jest jedynie to, że wśród wyrytych w drewnianej mównicy symboli, jeden był nietypowy, rzadki, zastanawiający. Może była to ryba obok tradycyjnego krzyża, może kłos zboża obok nadmorskiej omegi… Grunt, że po gawędzie historycznej księdza pallotyna podeszłam zapytać, czy ta nietypowa symbolika jakoś związana jest z myślą zakonu? A może z historią miejsca właśnie?
Continue reading “Filiżanka z porcelitu*, bądź garść dyskursów”

